Całe życie wyrzucałam łupinki orzechów włoskich. Te cienkie błonki oddzielające połówki orzecha trafiały prosto do kosza. Aż pewnego dnia przyjaciółka, zainteresowana medycyną ludową, zapytała: „Dlaczego je wyrzucasz?” Opowiedziała, że z nich robi się herbatę, która pomaga tarczycy. Uśmiechnęłam się sceptycznie, ale dodała: „Po miesiącu spróbuj i zrób badania hormonalne. Zobaczysz.” Zdecydowałam się spróbować – dlaczego nie?

Przepis, który otrzymałam

Przyjaciółka wyjaśniła, jak przygotować napar. Okazało się to bardzo proste. Garść łupinek (około pół szklanki) umieściłam w szklanym naczyniu. Zalałam dwoma kubkami zimnej wody i doprowadziłam do wrzenia. Po zagotowaniu zmniejszyłam ogień i trzymałam na małym płomieniu przez jakieś dziesięć minut. Następnie ostudziłam i przecedziłam.

Otrzymany płyn – żółtawy, o lekko gorzkawym smaku – piłam raz dziennie, najlepiej rano przed posiłkiem. „Kontynuuj przez miesiąc,” – powiedziała przyjaciółka. – „Potem zobaczysz efekty.”

Dlaczego łupinki, a nie same orzechy?

Zaczęłam zgłębiać temat w internecie i odkryłam ciekawe rzeczy. Łupinki orzechów włoskich zawierają jod – mikroelement niezbędny tarczycy do produkcji hormonów. W Polsce, podobnie jak w wielu krajach europejskich, niedobór jodu jest powszechnym problemem. Spożywamy niewiele produktów morskich, a jodowana sól nie każdemu odpowiada. W efekcie tarczyca często „głoduje”.

Oprócz jodu, łupinki zawierają flawonoidy i selen – substancje te wspierają zdrowie tarczycy i działają przeciwzapalnie. Same orzechy również są zdrowe, ale to właśnie w łupinkach stężenie tych cennych składników jest wyższe. A my zazwyczaj je po prostu wyrzucamy. To marnotrawstwo!

Pierwsze dwa tygodnie

Na początku nie czułam nic szczególnego. Herbata była lekko gorzka, ale szybko się przyzwyczaiłam. Piłam ją codziennie, zgodnie z zaleceniem przyjaciółki. Jednak około trzeciego tygodnia zauważyłam, że łatwiej mi wstawać rano. Ciągłe zmęczenie, które towarzyszyło mi od dawna, zaczęło ustępować. Początkowo myślałam, że to efekt placebo, albo po prostu lepiej spałam. Postanowiłam jednak kontynuować kurację do końca miesiąca i wykonać badania kontrolne.

Wyniki badań

Po miesiącu udałam się do endokrynologa, prosząc o badania hormonów tarczycy. Opowiedziałam o swojej herbacianej kuracji. Lekarka była zaciekawiona, ale zachowała neutralny stosunek. Kiedy przyszły wyniki badań, spojrzała na nie i uniosła brew. TSH – hormon wskazujący na aktywność tarczycy – znajdował się w lepszym zakresie niż pół roku wcześniej. Nie były to drastyczne zmiany, ale zauważalne. „Nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że to przez herbatę,” – powiedziała lekarka. – „Ale coś na pewno się zmieniło. Proszę kontynuować obserwację.”

Co warto wiedzieć?

Lekarka uprzedziła mnie o kilku ważnych kwestiach:

  • Nadmiar jodu również jest niebezpieczny. Jeśli przyjmujesz suplementy jodu lub masz problemy z tarczycą, przed próbą stosowania tej herbaty koniecznie skonsultuj się ze specjalistą.
  • Kobiety w ciąży i karmiące piersią powinny zachować szczególną ostrożność. Jod wpływa na rozwój płodu, dlatego dawkowanie musi być precyzyjne.
  • To nie jest lek. Jeśli tarczyca jest poważnie chora, herbata jej nie wyleczy. Ale jako środek profilaktyczny lub uzupełniający może pomóc.

Teraz

Od tej pory nie wyrzucam łupinek orzechów włoskich. Zbieram je przez zimę, suszę i parzę herbatę kilka razy w tygodniu. Już nie codziennie – lekarka radziła, by nie przesadzać, ponieważ nadmiar jodu również może zaszkodzić. Moje chroniczne zmęczenie wyraźnie się zmniejszyło. Poranki stały się łatwiejsze, mam więcej energii. Czy to zasługa herbaty? Nie potrafię udowodnić naukowo. Ale zdecydowanie nie zamierzam z niej rezygnować. Przyjaciółka, która podsunęła mi ten pomysł, tylko uśmiecha się: „Mówiłam – spróbuj. Czasem stare metody działają lepiej niż nowe.”